środa, 28 marca 2012

A wiosną znów zakocham się...


:)

Tłumaczyć, pewnie się nie powinnam, gdyż wg porzekadła li i jedynie winowajcy to czynią, ale wiosna uderzyła we mnie wszystkimi odnogami słońca na raz i czuje się przygnieciona i lekko stłamszona. Na szczęście objawia się to przede wszystkim niesamowitym rozkojarzeniem. W poniedziałek przykładowo, byłam w innej placówce, gdyż prowadziłam tam  zajęcia DKK. Rano wielkie zamieszanie, bo przez kota grzejącego mnie i mruczącego, wstałam zbyt późno, szybka toaleta, kanapki gryz jeden i łyk herbaty i pobiegłam na busa. W drodze zorientowałam się, że trzymam w dłoni korek od perfum ;)


Dlatego dzisiaj opisów czynić nie będę, dorzucę tylko to co przeczytałam. 
A w sobotę będę miała tatuaż. 
Sikam tęczą ze szczęścia !
(Nie rzygam, bo chciałam żeby było bardziej intymne ;))

14. Joanna Fabicka - Idę w tango




 15. G. Masterton - Wyklęty


16. Krzysztof Kotowski - Marika

 



wtorek, 28 lutego 2012

Mrocznie

10. Tess Gerritsen - Dolina umarłych

Coś niesamowitego wydarzyło się w Królestwie Bożym – małej przysypanej śniegiem wiosce. Dwanaście identycznych domostw, nietknięte posiłki na stołach, porzucone samochody i... pustka. Mieszkańcy jakby rozpłynęli się w powietrzu. Doktor Maura Isles trafia tu przypadkiem. Wraz ze znajomymi jedzie na konferencję patologów do Wyoming, gdy jej auto, podczas szalejącej śnieżycy, wypada z drogi. Kilka dni później miejscowa policja odnajduje samochód a nim cztery spalone ciała. Kim są ofiary? Czy jest wśród nich doktor Isles? Detektyw Jane Rizzoli rozpoczyna prywatne śledztwo. Musi się dowiedzieć czy zniknięcie Maury ma jakiś związek z serią zbrodni popełnionych wcześniej w tej okolicy.

Mniej więcej w okresie licealnym pochłaniałam horrory bardzo namiętnie. Kochałam Mastertona, kładłam się spać przy jego boku i budziłam tuz obok niego. Później owa fascynacja przeniosła się na płaszczyznę filmową. Wszelkie Piły, Klątwy, Koszmary i Teksańskie masakry nie były mi obce. Postanowiłam powrócić literacko i zapoznać się z panią Gerritsen, którą King wychwala w recenzjach pisząc, że cała rodzina zaczytuje się w jej powieściach. Nie zawiodłam się. Powieść trzymająca w napięciu do ostatniej strony, a w dodatku pełna bogatych rysów psychologicznych poszczególnych postaci. Bałam się zgasić światło i jednocześnie okrywałam szczelnie kołdrą i śmiałam sama z siebie ;) Polecam wielbicielom dreszczyku emocji, grozy i niepewności :)


11. Krystyna Chiger - Dziewczynka w zielonym sweterku

Tytułowa dziewczynka to ośmioletnia Krysia, która opowiada o pobycie w lwowskim getcie i codzienności w cuchnących kanałach. Jej historia jest pełna kontrastów – między przedwojennym, luksusowym życiem rodziny Chigerów a miesiącami spędzonymi w ciemności, brudzie i wilgoci. Ta książka jest zadziwiającym i budzącym nadzieję dowodem siły ludzkiego charakteru. Jest w niej wszystko: strach, rozpacz, miłość, modlitwa, zdrada, nadzieja, intymność...


Nie oglądałam jeszcze filmu Agnieszki Holland, ale ponieważ książka była dostępna w mojej bibliotece – połknęłam. Dosłownie, bo czyta się niesamowicie szybko dzięki czcionce ;) Może to głupie i mam podejście odrobinę zbliżone do pań emerytek, ale naprawdę cenię sobie książki, jak Cień Wiatru pisane Book Antiquą ;) Lubię narrację z perspektywy dziecka. Bardzo obrazowe sceny, a czytając niemal czuło się ‘zapach’ kanałów i prochu. Film z pewnością wkrótce obejrzę.  Nie do końca zrozumiałam jaki był zamysł płyty dołączonej do książki, na której autorka i bohaterka  streszcza całość siedząc przy stoliku... Ale cóż, nie mnie oceniać... Wolałabym jednak obejrzeć zdjęcia np. z planu filmowego, które zapewne byłyby ciekawszym dodatkiem.

12. Anna Mazurkiewicz - Jak uszczypnie, będzie znak

W każdej sytuacji są elementy humorystyczne, napisała Anna Mazurkiewicz w swojej nowej książce. Tylko jak je dostrzec, gdy tkwi się w małżeństwie z wiecznie nieobecnym, niedojrzałym emocjonalnie facetem, bo Mężczyznę Swojego Życia spotkało się za późno? Gdy wydawnictwo, w którym się pracuje, zostaje wykupione przez podstępnego Francuza (oczywiście Polaka z pochodzenia) i nieuchronnie zmierza do plajty? Gdy najlepsza przyjaciółka dostaje raka mózgu, a wkrótce samej wykrywa się guza na piersi? Bohaterka powieści Anny Mazurkiewicz z dystansem i humorem znosi wszystkie problemy. Wspierana przez najbliższych walczy z chorobą, zachowując pogodę ducha. W końcu: Pan Bóg zawsze daje człowiekowi tyle ziaren piasku do dźwigania, ile pozwoli mu unieść. Ani jednego ziarenka więcej.


Nie wiem czy można powiedzieć o książce, w której opisywane są przeżycia kobiety z rakiem piersi, że jest dobra. Chyba raczej nie… Ciekawie przeplecione z treścią wypowiedzi nieżyjących kobiet i relacja szczera dotycząca nie tylko lęku i bólu spowodowanego nagłą chorobą, ale również brakiem zrozumienia ze strony „mężczyzny życia spotkanego zbyt późno”. Warto przeczytać.

13. Konrad T. Lewandowski - Perkalowy dybuk

Tym razem Jerzy Drwęcki usiłuje pogodzić obowiązki młodego ojca z obowiązkami zawodowymi. Ale na przeszkodzie stają przebudzone wojenne demony. Podwładni odmawiają mu posłuszeństwa, a surowe decyzje personalne tylko pogarszają sytuację. Wreszcie ofiarą makabrycznego morderstwa pada bliski współpracownik. Wykrycie zabójcy policjanta staje się kwestią honoru. Trop prowadzi do Łodzi. Okazuje się, że sprawa wyglądająca początkowo na mord rytualny ma kolejne, coraz mroczniejsze pokłady. Śledztwo komplikują lokalne powiązania polityczno-gangstersko-kabalistyczne.

Nadkomisarzowi przychodzą z pomocą poeta Julian Tuwim, rezolutna żydowska nastolatka Bajle, która chciałaby zostać rabinem, oraz absolutnie niezawodna w sytuacjach wymagających kobiecej intuicji babcia Irena...



Kryminał retro, którego akcja osadzona jest w przedwojennej Łodzi. Dzielny komisarz Drwęcki, groźni przestępcy i żydowski duch – dybuk, a także Lilith, prostytutki, nazistowska Frau Kasztelan o skłonnościach sado-masochistycznych i wielu innych barwnych bohaterów. Przyjemna lektura na wietrzne wieczory. Na spotkaniu DKK wywiązała się ostra dyskusja dotycząca treści, a także złowrogiego cienia, jaki autor położył na Łódź. Cóż, postanowiłam nie podejmować polemiki, gdyż sama uważam, że miasto nie zachwyca, a wręcz przeciwnie… A jeśli nadarzy się okazja chętnie sięgnę po inną powieść p. Lewandowskiego. Lubię szczerych ludzi ;)

Spojrzałam na powyższe książki i doszłam do wniosku, że powinnam przeczytać teraz coś wesołego, inaczej depresja gwarantowana, a przecież wiosna tuż tuż...;)



środa, 15 lutego 2012

Śniegi jakieś... ;)


U Was też tak zaśnieżyło dziś ?
Kilka razy schody w bibliotece zamiatałam,
ale to białe tałatajstwo sprawiło, że poczułam się niczym Syzyf ;)



Tymczasem zerkam na półkę z książkami i nie wiem co wybrać na dziś, wciąż się waham pomiędzy horrorem, obyczajową, kryminałem i biografią, toteż postanowiłam uzupełnić tutaj pewne zaległości. Trzy doszły tylko więc poematu nie będzie ;) Numeruję dalej z ciekawości czystej ile na koniec roku stuknie na liczniku :)

7. Olga Rudnicka - Czy ten rudy kot to pies ?


Niespełna trzydziestoletnia Ulka wikła się w romans z szefem. Gdy dowiaduje się o tym jego żona, wybucha skandal. Zwolniona z pracy dziewczyna ucieka z miasta. Przez przypadek trafia do wioski pod Wrocławiem, gdzie omyłkowo zostaje wzięta za poszukiwaną kryminalistkę. Jakby miała mało kłopotów, trafia do domu człowieka podejrzanego o ukrywanie zwłok w ogrodzie…
„Czy ten rudy kot to pies?” – wciągająca kontynuacja perypetii Ulki i Beaty z „Martwego Jeziora” to książka pełna nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, które prowadzą do zaskakującego finału!

I po raz kolejny autorkę szczerze polecam! Kontynuacja przyjemna wciągająca i choć odrobinę przewidywalna to poczucie humoru autorki i umiejętnie wplecione sytuacje groteskowe i nieprawdopodobne sprawiają, że ciężko się oderwać i w pewnym momencie ze zdziwieniem stwierdziłam, że książka się skończyła... Mam nadzieję, że kolejne pozycje również mnie nie rozczarują.

8. Maria Nurowska - Drzwi do piekła


Daria kochała męża.
I zabiła go.
Z miłości.

Znacznie od niej starszy Edward był redaktorem naczelnym pisma literackiego. Widział w niej zdolną pisarkę i fascynująca kobietę. Nikt jednak nie znał prawdziwego oblicza ich związku – miłości, która stała się toksyczną i niebezpieczną grą.
Skazana na dwanaście lat za zbrodnię w afekcie Daria trafiła do więzienia. Do piekła, które okazało się dla niej czyśćcem. Drogę do samej siebie odnalazła dzięki drugiej kobiecie…

Materiały do tej powieści zebrałam wiele lat temu w więzieniu dla kobiet. Przywiozłam stamtąd fantastyczny materiał. Ta książka niesie siłę, bo sama mam ją w sobie.
Maria Nurowska

Książkę przeczytałam z czystej ciekawości. Wcześniej przeczytałam już Księżyc nad Zakopanem, Nakarmić Wilki i Requiem dla wilka. Księżyc trochę megalomański ale zjadliwy, pierwsza część wilków - rewelacja ! Druga.. naciągana i bez polotu... Ale Drzwi do piekła.. cóż, uważam, że Nurowska nie powinna zabierać się za pisanie czegoś, o czym tak naprawdę nie ma pojęcia. Ok, zebrałam materiały w więzieniu dla kobiet, ale czy to wystarczy by móc swobodnie poruszać się w takim temacie i mieć wystarczającą wiedzę, by to przekazać ? Wydaje mi się, że nie... Poza tym nieustanne rozważania bohaterki dot. jej męża, analizy, które w najmniejszym stopniu nie dodają książce uroku, wygładzanie na siłę poszczególnych bohaterek ani trochę nie przypadło mi do gustu.. Nie mam ochoty w najbliższym czasie wracać do twórczości tej pani. Kropka.

9. Andrzej Pilipiuk - Kroniki Jakuba Wędrowycza


Zagadka gumofilców: Na wojsławickiej komendzie zostały po nim tylko protokół zatrzymania i gumofilce. Choć zarzuty wobec poszukiwanego Jakuba W. mogą szokować, ma on szacowne grono obrońców. - To filozof oscylujący w stronę menela, dziwaka, geniusza, rycerza i dowcipnisia, Polaka-Który-Potrafi i Polaka, któremu się chce, szlachetny altruista, który za trudy dla świata chce tylko dobrego słowa. I dobrego trunku. Z przewagą mocnego trunku - grzmi Eugeniusz Dębski...

Tym razem zaczęłam wreszcie od właściwej książki autora. Jakub - kłusownik, bimbrownik, egzorcysta w gumofilcach, fantastyczna postać ;) Jego przygody pochłania się tak samo przyjemnie jak alkohol :) Polecam każdemu, kto pragnie oderwać się na chwilę od codzienności, nie przerażają go hektolitry napojów procentowych i potrafi z dystansem spojrzeć na rzeczywistość :) A do książek p. Pilipiuka wkrótce znów powrócę, bo jest szansa, że w tym roku będzie gościł w bibliotece w ramach DKK, co mnie bardzo cieszy :) Poprowadzę sobie spotkanie autorskie, hej! ;)




niedziela, 5 lutego 2012

Zmroziło więc... książki ;)



Po długiej przerwie zacznę od książek, bo w sumie ostatnio pogoda bardzo sprzyja czytaniu. A jeśli przy okazji znajdzie się jeszcze kubek herbaty i kropelka rumu, to tym przyjemniej zagłębić się w lekturze pod kocem z mruczącym kotem na kolanach :) Od początku roku zacznę, bo jeśli zagłębię się w grudzień ten post zrobi się tragicznie długi i nudny, a pamięć też już zawodzi niczym wiatr na połoninie ;)

1. Barbara Kowalska - Ludzie to wilcy


Czego może chcieć od życia młoda dziewczyna, kiedy jej związek zdaje się idealny, a kariera zawodowa rozwija się pomyślnie? Kalina Stalska była szczęśliwa do czasu, gdy nieoczekiwanie poznała prawdziwe oblicze mężczyzny, z którym żyła, i dowiedziała się o sprawach, które zmusiły ją do podjęcia stanowczych kroków. Wszechogarniające uczucie goryczy i niespełnienia sprawiło, że Kalina chętnie przyjęła zlecenie wykonania serii zdjęć w Bieszczadach. Wyjazd w założeniu miał być ucieczką od problemów, a stał się szansą na odbycie zaskakującej podróży w głąb siebie. Wśród górskich pejzaży Stalska odkryła swoją siłę i przekonała się - nieraz w brutalny sposób - jak często mylące jest pierwsze wrażenie. Ludzie to wilcy - to ich czyny pokazują, czy w człowieku kryje się bestia czy wilk w swojej pięknej, nieujarzmionej naturze - pełen godności i wrażliwości, prawdziwy przyjaciel na całe życie.


Mój prezent pod choinkę. Nie ukrywam, bo nie ma sensu, że skusił mnie sam fakt, iż akcja toczy się w Bieszczadach. Książkę oceniam bardzo dobrze, aczkolwiek jest pewien element, który kompletnie nie przypadł mi do gustu, a mianowicie fatalne zakończenie, które nie pasowało w najmniejszym stopniu do wcześniejszej, obszernej części powieści, którą pochłonęłam niezwykle szybko, jednocześnie tracąc godziny na sen i chodząc do pracy z zapałkami pod powiekami ;)
... To długie zdanie, nie było zamierzone.;) Książka zostawiła mi na trwałe w głowie pewien fragment:

-Nie chodź sama do lasu - powiedział mi kiedyś pewien drwal
-Nie boję się lasu - odparłam - Las jest cichy i spokojny... Cóż złego jest w lesie?
-Ludzie to wilcy! Unikaj ludzi w lesie!
- Więc ludzi bać się mam, nie lasu...

Podobnie zresztą było z powieścią Marii Nurowskiej "Nakarmić Wilki", kiedy to utrwalił mi się fragment, który wcześniej już wychwyciłam na Demotywatorach:

Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka:
- Co sądzisz o sytuacji na świecie?
Dziadek odpowiedział:
- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
- Który zwycięży? - chciał wiedzieć chłopiec.
- Ten, którego karmię - odrzekł na to dziadek.

2. Andrzej Potocki - Przystanek Bieszczady. Bez cenzury.


Skorzystam z recenzji zamieszczonej przez portal Twoje Bieszczady:

Oprócz prawdziwych perełek literatury faktu, jakim są opowiadania, reportaże i felietony w niej pomieszczone, jest bogato ilustrowana unikatowymi zdjęciami, często bardzo osobistymi fotografiami autora.
To książka wyjątkowa, bo niejednokrotnie aż boleśnie prawdziwa, nasączona brutalnością losu i odorem ludzkiego okrucieństwa.
Andrzej Potocki przyznaje, że w poprzedniej epoce ta publikacja nie mogłaby się ukazać: - Prędzej ja trafiłbym za kratki niż ona na półki księgarskie. I jednocześnie zapewnia: - "Przystanek Bieszczady w moim życiu, pomimo wszystkich absurdów, o które się otarłem, uważam za szczęśliwe zrządzenie losu. Dzięki niemu mój upadek stał się początkiem wznoszenia".
Opisane w "Przystanku..." 22 historie są autentyczne, choć wydają się być na granicy jawy i koszmarnego snu. Wiele z nich jest mocnym uderzeniem we współczesne poczucie bezpieczeństwa, w plastikowy świat widziany przez pryzmat szklanego ekranu.
Wstrząsają, przerażają, ale i... śmieszą. Są dokumentem losów, dojrzałym, skrupulatnym i krzywozwierciadlanym, pokazanym z pozycji człowieka po przejściach, który zwyciężył swoje słabości.
To reportersko-dziennikarskie spojrzenie, pozbawione ocen i sądów, jest świetnym momentem do zadawania pytań o sens i indywidualnego szukania odpowiedzi.

Recenzja doskonale oddaje to, co znalazłam w książce p. Potockiego. Zresztą, w tym przypadku znając jego styl z "Zakapiorskich Bieszczadów" i programów TVP Rzeszów nie spodziewałam się niczego innego. Wszystkim polecam, naprawdę warto nie tylko ze względu na treść, ale również bogactwo niesamowitych zdjęć.

3. Andrzej Pilipiuk - Wampir z M3

Teraz już wiem, że nie od tej powieści powinnam zacząć spotkanie z p. Pilipiukiem, ale cóż, człowiek na błędach się uczy ;) W każdym razie pierwsza część Kronik Jakuba Wędrowycza czeka już na półce, a Wampir... cóż, kilka słów i jemu należy się tutaj również. Otóż wydaje mi się, że z ta powieścią jest tak jak z piwem z Biedronki. Nie ma nic innego pod ręką, a potrzeba silna, toteż i VIP-a można wypić ;) Nie chcę go zbrukać całkiem, fajnie oddaje klimat PRL-u i nawet jeśli ktoś nie doświadczył tych czasów łatwo może sobie dzięki autorowi wyobrazić ówczesne realia. Ale... no właśnie, jest to powiastka dla nastolatków i chyba już nie potrafię tak sobie wyobrazić tych wampirów wilkołaków i innych w ludzkiej formie.. Trochę trąci Zmierzchem, na którego mam alergię i tyle ;)

4. Marek Krajewski - Widma w mieście Breslau

Wrocław, początek września 1919 roku. Na Wyspie Opatowickiej gimnazjaliści znajdują okrutnie okaleczone zwłoki czterech nagich mężczyzn w marynarskich czapkach. Przy trupach policja znajduje kartkę, adresowaną do asystenta kryminalnego Eberharda Mocka, nakazującą mu przyznać się do błędu. Oddelegowany z obyczajówki do sekcji zabójstw Mock zaczyna prowadzić śledztwo, nie cofając się przed żadnymi, niekoniecznie zgodnymi z prawem metodami, by ustalić prawdę. Tymczasem zaczynają go dręczyć nocne koszmary, a osoby przez niego przesłuchiwane uśmiercane są przez tajemniczego zabójcę.

Powieść została kompletnie zmiażdżona przez uczestników Dyskusyjnego Klubu Książki. Ja zabrałam się za nią przed weekendem czując ogromną presję czasu i początkowo przypominało to mozolną wędrówkę pod górę z plecakiem wypchanym kamieniami. Jednak później wciągnęła mnie niesamowicie i z zapartym tchem czytałam do samego końca. Ja rozumiem, że starszym paniom mogą przeszkadzać wulgaryzmy oraz fakt, że główny bohater jest alkoholikiem i dziwkarzem, jednak dla mnie nie stanowiło to problemu i nie uważam, że kryminał był przewidywalny. Przyjemny i wciągający toteż myślę, że do książek z tej serii jeszcze powrócę nie raz.

5. Teresa Oleś-Owczarkowa - Rauska

Druga wojna światowa: polska rodzina - matka, ojciec i troje dzieci zostają zesłani na przymusowe roboty do Niemiec. Trafiają do gospodarstwa w miejscowości Rauska w Sudetach. To tutaj główna bohaterka książki, jedenastoletnia Alusia, dojrzewa i poznaje życie. Dla niej – inaczej niż dla jej rodziców – pobyt w Niemczech nie jest wygnaniem, lecz przygodą i okazją do poznania zupełnie nowego świata. Powieść, oparta na autentycznych losach matki autorki, ukazuje oblicze wojny inne niż dotychczas spotykane w polskiej prozie. To ciekawa i dająca dużo do myślenia książka o ludziach – bez narodowościowych uprzedzeń, podziału na wrogów i przyjaciół, bez wydawania wyroków o winie.

Lektura fenomenalna. Wojnę obserwujemy z perspektywy dziecka, które jest ciekawe świata i z przyjemnością czerpie radość z drobnych rzeczy, które ją spotykają. Dziewczynka cieszy się, że wybuchła wojna, bo... pierwszy raz ma okazję jechać pociągiem, poznawać nowych ludzi i świat. Pracując w Rausce obserwuje uważnie otaczających ją ludzi wyciągając własne, niekiedy bardzo zabawne wnioski. Dzięki tej książce można zupełnie inaczej spojrzeć na literaturę wojenną. Polecam, polecam, polecam! W ubiegłym roku przeczytałam dwie książki pisane z perspektywy dziecka: Małą Ikar i Persepolis. Wszystkie tak samo godne uwagi, chodź Persepolis może niektórych zrazić formą komiksu, ale to tylko drobny szczegół biorąc pod uwagę całość.

6. Olga Rudnicka - Martwe jezioro

Beata - niezależna trzydziestoletnia singielka - zaczyna podejrzewać, że z rodziną, z którą od lat nie utrzymuje żadnego kontaktu, nie łączą jej nawet więzy krwi. Wynajmuje prywatnego detektywa, który pomimo odkrycia wielu zaskakujących tropów, nie potrafi jej pomóc. W poszukiwaniu prawdy o przeszłości wspiera Beatę przyjaciółka - roztrzepana Ula, która przy okazji chce wyswatać ją ze swoim bratem Jackiem. Lawinę zdarzeń wywołuje niespodziewane zaproszenie od rodziny na ślub znienawidzonej siostry...

Autorka powieści jest młodsza ode mnie o 5 lat. I strasznie jej zazdroszczę tej umiejętności komponowania zdań i swobody pióra:) Książkę wypożyczyłam z mojej biblioteki wraz z drugim tomem w piątek i pochłonięcie zajęło mi mniej czasu niż zakupy. Ciekawie przedstawione rysy psychologiczne poszczególnych postaci, tajemnica i niedopowiedzienia... Ach, uwielbiaaam :) A ponieważ książek autorki mamy jeszcze kilka, chętnie sięgnę po kolejne. A tymczasem zabieram się za przyrządzanie pampuchów i tom drugi, którego raptem kilka stron udało mi się uszczknąć nim pochłonął mnie błogi sen...;)


wtorek, 1 listopada 2011

W drodze


Trochę mi się wszystko rozsypało... Po kilku dniach kiedy musiałam po prostu zebrać siły, usiadłam i rozejrzałam się wokół. Zadałam sobie wówczas pytanie: czy to faktycznie jest miejsce w którym chcę żyć ? I automatycznie, bez chwili zastanowienia je zanegowałam. Czas zacząć działać i spełniać swoje marzenia. Może nie gwałtownie, ale muszę znów poczuć, że żyję i cóż... mam pewien plan...:)


piątek, 16 września 2011

...niebieskie migdały...

Postanowienia regularnego umieszczania wpisów kompletnie się nie sprawdzają, toteż nie będę już obiecywać. Okłamywać innych nie umiem, a siebie nie lubię ;) Powrót do pracy po urlopie był jak uderzenie o chodnik spadając z drugiego piętra. Nie, nie sprawdzałam osobiście, ale mam wrażenie, że tak samo bym się czuła, gdybym nagle uderzyła o beton. Tak, lubię swoja pracę. Lubię zapach książek i uśmiechnięte dzieci. Lubię pomagać. Ale tęsknię za tymi dniami, kiedy po prostu nic-nie-musiałam. Za wiatrem w Bieszczadach, który pachnie mokrym igliwiem i wolnością. Za spaniem w namiocie i wieczornymi ogniskami... Za moim miejscem na ziemi, gdzie zawsze będę wracać...
A tu szaleństwo i zamęt, lektury, referaty, prace maturalne, wyszukiwanie, drukowanie, kserowanie, wypożyczanie... Ja chyba jeszcze nie wróciłam z urlopu.
Jakiś odcień nieobecności mam za skórą nieustannie... :)

A jeśli chodzi o poprzedni wpis...
Udało się :)

środa, 15 czerwca 2011

:)


Może nie Bóg, ale... pozytywne :)




A już wkrótce o niezwykłej bibliotecznej prelekcji...